Pohl Frederic - Gateway Brama Do Gwiazd - Rozdzia� 26

Rozdzia� 26



    Na Gateway podczas mojej nieobecno�ci zasz�o sporo zmian. Podniesiono na przyk�ad taks� dzienn�. W ten spos�b Korporacja pragn�a pozby� si� paru darmozjad�w, takich jak Shicky i ja. Nie by�a to pocieszaj�ca wiadomo��, znaczy�a, �e op�acony wcze�niej podatek nie starczy, jak planowa�em, na dwa lub trzy tygodnie ale tylko na dziesi�� dni. Sprowadzono te� grup� m�drali z Ziemi: astronom�w, ksenotechnik�w, matematyk�w. Przyby� nawet stary profesor Hegramet, nieco poturbowany przez przeci��enie, mimo to jednak ra�no skaka� po tunelach Gateway.
    Nie zmieni�a si� jedynie Komisja Oceniaj�ca, przed kt�r� w�a�nie siedzia�em wierc�c si� niespokojnie jak na szpilkach, podczas gdy moja dobra przyjaci�ka Emma wyja�nia�a mi jaki ze mnie idiota. W�a�ciwie m�wi� tylko pan Xien, Emma zajmowa�a si� jedynie t�umaczeniem. Ale robi�a to z upodobaniem.
    - Ostrzega�am ci�, �e co� spieprzysz. Powiniene� by� mnie pos�ucha�. Po co zmieni�e� ustawienie kursu?
    - M�wi�em ju�. Kiedy zorientowa�em si�, �e jestem na Gateway-2, nie mog�em znie�� tej my�li. Chcia�em dotrze� gdzie� indziej.
    - To by�o wyj�tkowo g�upie z twojej strony. Spojrza�em na Xiena. Uwiesiwszy si� za zwini�ty ko�nierzyk na �cianie u�miecha� si� �askawie.
    - R�bcie, co chcecie - powiedzia�em - ale dajcie mi ju� �wi�ty spok�j.
    - Robi� to, na co mam ochot� - rzek�a Emma z u�miechem - poniewa� to w�a�nie musz� robi�. Nale�y to do moich obowi�zk�w. Wiedzia�e�, �e przepisy nie pozwalaj� na zmian� kursu.
    - Jakie znowu przepisy? Chodzi�o przecie� o m�j w�asny ty�ek.
    - Przepisy, kt�re m�wi�, �e nie wolno ci zniszczy� statku - wyja�ni�a. Nie odpowiedzia�em. Wyszczebiota�a wi�c par� przet�umaczonych zda� Xienowi. Ten wys�ucha� z uwag�, wyd�� wargi i wyg�osi� po swojemu dwa zgrabne ust�py, w kt�rych wyra�nie s�ycha� by�o interpunkcj�.
    - Pan Xien m�wi - t�umaczy�a Emma - �e jeste� bardzo nieodpowiedzialn� osob�. Zniszczy�e� niezast�pion� cz�� wyposa�enia, kt�re nie by�o twoj� w�asno�ci�, nale�a�o bowiem do ca�ej ludzko�ci. - Wy�wierka� kilka dalszych zda�, kt�re przet�umaczy�a. - Dop�ki nie b�dziemy mieli bli�szych informacji o uszkodzonym przez ciebie statku, nie mo�emy ustali� zakresu twojej odpowiedzialno�ci. Pan Ituno postara si� przy pierwszej sposobno�ci dostarczy� wyniki pe�nego przegl�du pojazdu. W czasie, kiedy przekazywa�e� sw�j ostatni raport, dw�ch naszych ksenotechnik�w udawa�o si� na Afrodyt�. Pewnie s� ju� na Gateway-2 i spodziewamy si�, �e ich ustalenia dostarczy tu najbli�szy pilot zewn�trzny. Wtedy wezwiemy ci� ponownie.
    Przerwa�a spogl�daj�c na mnie, a ja spojrzenie jej odebra�em jako koniec przes�uchania. - Dzi�kuj� - powiedzia�em i skierowa�em si� w stron� drzwi. Pozwoli�a mi przej�� przez ca�y pok�j, nim rzek�a:
    - Jeszcze jedno, Broadhead. Raport pana Ituno wspomina, �e na Gateway-2 pracowa�e� przy za�adunku i testowaniu skafandr�w. Upowa�nia on nas tak�e do wyp�acenia ci sumy w wysoko�ci - chwileczk� - dw�ch i p� tysi�ca dolar�w. Za� pilot zewn�trzny, Hester Bergowiz - kontynuowa�a - poleci�a odliczy� na twoj� korzy�� jeden procent z jej premii za pomoc w drodze powrotnej. Pieni�dze te zosta�y przekazane na twoje konto.
    - Nie zawiera�em z ni� �adnego kontraktu - rzek�em zdziwiony.
    - Owszem. Ona jednak uwa�a, �e nale�y ci si� jaka� dzia�ka. Niewielka, prawd� m�wi�c. Ca�o�� - spojrza�a na mnie znad kartki papieru - wyniesie 2500 plus 5500, razem - osiem tysi�cy dolar�w.
    Osiem tysi�cy dolar�w! Poszed�em w stron� zlotni, chwyci�em za lin� i zamy�li�em si� g��boko. By�o tego za ma�o, by w zasadniczy spos�b zmieni� moje po�o�enie. Z pewno�ci� i tak by nie wystarczy�o na pokrycie koszt�w, jakimi obci��� mnie za zniszczenie statku. �adne pieni�dze nie b�d� tego w stanie sp�aci�, je�li przyjdzie im do g�owy za��da� ode mnie pe�nej r�wnowarto�ci - bo nie ma takiej sumy, kt�ra by j� mog�a okre�li�.
    Z drugiej strony, by�o to o osiem tysi�cy dolar�w wi�cej ni� mia�em przedtem.
    Uczci�em to stawiaj�c sobie drinka w B��kitnym Piekie�ku. Popijaj�c


RAPORT LOTU



    Pojazd 1-103. Wyprawa 022D18. Za�oga G. Herron.
    Czas przelotu: 107 dni 5 godzin.
    Uwaga: czas powrotu - 103 dni 15 godzin.
    Wyci�g z dziennika podr�y: Po 84 dniach i 6 godzinach lotu Spirala Q zacz�a si� �arzy�, r�wnie� lampki kontrolne wykaza�y niezwyk�� aktywno��. W tym samym czasie poczu�em zmian� kierunku si�y ci�gu. Takie zmiany wyst�powa�y przez oko�o godzin�, po czym �wiat�o Q zgas�o i wszystko wr�ci�o do stanu pierwotnego.
    Wnioski: Zmiana kursu prawdopodobnie celem unikni�cia jakiego� przej�ciowego niebezpiecze�stwa, niewykluczone, �e gwiazdy lub innego cia�a niebieskiego. Zaleca si� przejrzenie dziennik�w wypraw przez komputer celem odszukania podobnych przypadk�w.




    zastanawia�em si� nad tym, co mam do wyboru. Im wi�cej jednak o tym my�la�em, tym bardziej wyb�r si� zmniejsza�.
    Uznaj� mnie winnym, co do tego nie by�o najmniejszej w�tpliwo�ci, a kara, jak� mi wymierz�, wyniesie setki tysi�cy dolar�w. Mo�e zreszt� i du�o wi�cej, co i tak b�dzie bez znaczenia, poniewa� nie mia�em nic... Trudno martwi� si� o co�, czego si� nie ma.
    Je�li si� nad tym zastanowi�, moje osiem tysi�cy by�o darem wr�ki, kt�ry zniknie wraz z porann� ros�. Jak tylko z Gateway-2 dotrze raport ksenotechnika, Komisja zbierze si� ponownie i to ju� b�dzie koniec.
    Nie mia�em wi�c szczeg�lnego powodu, by trz��� si� nad tymi pieni�dzmi. �mia�o mog�em je wyda�.
    A tak�e wi�kszego sensu nie mia�a my�l o powrocie do sadzenia bluszczu - zak�adaj�c nawet, �e dosta�bym t� prac�, skoro Shicky przesta� by� ju� zast�pc� kierownika. W chwili, kiedy wydadz� na mnie wyrok, moje konto bankowe przestanie istnie�. Anulowane zostan� r�wnie� uiszczone wcze�niej op�aty dzienne. A mnie samego natychmiast wyrzuc� z Gateway.
    Gdyby w porcie znajdowa� si� przypadkiem statek lec�cy na Ziemi�, m�g�bym wtedy si� za�apa� i pr�dzej czy p�niej znalaz�bym si� ponownie w


UWAGI NA TEMAT CZARNYCH DZIUR



    Dr Asmenion: A wi�c je�li nast�puje kolaps gwiazdy o masie trzykrotnie wi�kszej od S�o�ca, nie przemienia si� ona po prostu w gwiazd� neutronowa. Kolaps trwa nadal i w ko�cu cia�o to staje si� tak g�ste, �e pr�dko�� ucieczki przekracza 30 milion�w centymetr�w na sekund�, co r�wna si� - czemu?
    Pytanie: Pr�dko�ci �wiat�a?
    Dr Asmenion: Brawo, Galina. A zatem �wiat�o nie mo�e uciec. Wi�c obiekt ten jest czarny. Dlatego w�a�nie nazywa si� go czarna dziura. Ale gdyby zbli�y� si� do niego dostatecznie blisko, stwierdziliby�my, zewn�trze tego, co nazywamy ergosfera, nie jest wcale czarne. Zapewne da�oby si� tam co� zobaczy�.
    Pytanie: Jak to mo�e wygl�da�?
    Dr Asmenion: Cholera wie. Mo�e kto� doleci do czarnej dziury po powrocie nam o niej opowie. Je�li mu si� uda. Ale pewnie si� nie uda. Niewykluczone, �e mo�na do niej dotrze� tak blisko, wzi�� odczyt i jeszcze powr�ci� po... no, co najmniej milionowa nagrod�. Wyobra�am sobie, �e trzeba by przesi��� si� do ladownika i odpali� kapsu�� w kierunku obiektu, co da�oby ladownikowi dodatkowa pr�dko�� na wydostanie si� stamt�d. Nie by�oby to takie proste, ale mo�e w sprzyjaj�cych warunkach... Tylko co wtedy? �adownik sam nie powr�ci. A manewr odwrotny nie da�by wiele, gdy� masa ladownika jest za ma�a... Wydaje mi si� jednak, �e naszemu przyjacielowi Bobowi rozmowa ta nie sprawia zbytniej przyjemno�ci, wi�c powr��my lepiej do typ�w planet i chmur py�owych.




    Wyoming, gdzie zacz��bym si� znowu stara� o prac� w kopalni �ywno�ci. Je�li jednak takiego statku nie b�dzie, to gorzej. Mo�e bym nam�wi� za�og� ameryka�skiego kr��ownika, a mo�e i brazylijskiego - je�li tylko Francy Hereira m�g�by mnie poprze� - �eby cho� troch� przetrzymali mnie na pok�adzie, dop�ki nie pojawi si� jaki� statek. A mo�e i to by si� nie uda�o. Zwa�ywszy na to wszystko, moje szans� przedstawia�y si� marnie. Najlepsze, co mog�em zrobi�, to uprzedzi� Korporacj� w jej dzia�aniu, a wtedy mia�em dwie rzeczy do wyboru.
    Zabra� si� najbli�szym statkiem na Ziemi� i wr�ci� do kopalni nie czekaj�c na decyzj� Komisji.
    Lub wyruszy� jeszcze raz.
    By�y to dwie rozkoszne mo�liwo�ci. Jedna znaczy�a porzucenie na zawsze wszelkich marze� o dostatnim �yciu... a drugiej panicznie si� ba�em.
    Gateway przypomina�a ekskluzywny klub, gdzie nigdy nie wiadomo, kt�ry z jego cz�onk�w jest akurat na miejscu. Louise Forehand nie by�o, jej m��, Sess, przed kolejn� wypraw� cierpliwie trzyma� stra� oczekuj�c na powr�t jej lub pozosta�ej przy �yciu c�rki. Pom�g� mi z powrotem wprowadzi� si� do mojego pokoju, kt�ry czasowo zajmowa�y trzy W�gierki, zanim szcz�liwie odlecia�y razem w Tr�jce. Z przeprowadzk� nie by�o �adnego k�opotu, mia�em ju� tylko rzeczy zakupione w kantynie.
    Jedynie Shicky Bakin by� wci�� ten sam, niezawodnie przyjacielski i zawsze na miejscu. Zapyta�em go, czy przypadkiem nie dotar�y do niego jakie� wie�ci o Klarze. Odrzek�, �e nie. - Wyruszaj, Bob - nalega�. - Nie pozostaje ci nic innego.
    - Taak - nie mia�em ochoty si� z nim spiera�, mia� niew�tpliwie racj�. By� mo�e m�g�bym... - Chcia�bym nie by� tch�rzem - powiedzia�em - ale niestety jestem. Nie wiem, jak dam rad� jeszcze raz wsi��� na statek. Nie starczy mi odwagi, by przez sto kolejnych dni stawia� czo�a l�kowi przed �mierci�, kt�ra mo�e nast�pi� w ka�dej chwili.
    Chrz�kn�� i zeskoczy� z szafki, by poklepa� mnie po ramieniu. - Nie potrzebujesz jej a� tyle - rzek� odtruwaj�c z powrotem. - Potrzebujesz jej tylko na jeden dzie�, by podj�� decyzj� i odlecie�. Potem i tak ju� nie masz wyboru.
    - S�dz�, �e m�g�bym to zrobi� - powiedzia�em - je�li teoria Miecznikowa odno�nie kodu barw okaza�aby si� prawdziwa. Ale cz�� z tych, kt�rzy wyruszyli na podobno "bezpieczne" loty, ju� nie �yje.
    - To tylko kwestia statystyki. Ale prawd� jest, �e ilo�� bezpiecznych wypraw jest teraz wi�ksza, podobnie jak i pomy�lnych. Oczywi�cie, r�nica jest nieznaczna. Ale zawsze.
    - Jednak ci, kt�rzy zgin�li, mimo wszystko nie �yj� - zauwa�y�em. - Ale... mo�e jeszcze raz pogadam z Danem.
    Shicky spojrza� na mnie zaskoczony. - On polecia�.
    - Kiedy?
    - Mniej wi�cej w tym samym czasie, co i ty. My�la�em, �e wiesz. Zapomnia�em o tym. - Ciekawe jestem, czy znalaz� to, czego szuka�? Shicky potar� brod� ramieniem utrzymuj�c r�wnowag� za pomoc� leniwych uderze� skrzyde�. Potem zeskoczy� z szafki i pofrun�� do piezofonu.
    - Zobaczymy - powiedzia� wciskaj�c guziki. Na ekranie pojawi�a si� tablica z list� wypraw. - Lot 88-173 - odczyta�. - Premia 150 tysi�cy dolar�w. Chyba nie za du�o, co?
    - S�dzi�em, �e szykowa� si� na co� wi�kszego.
    - A zatem nie uda�o mu si� - powiedzia� Shicky czytaj�c dalej. - Tu jest napisane, �e powr�ci� wczoraj.
    Poniewa� Miecznik�w w pewnym sensie obieca� podzieli� si� ze mn� swoimi do�wiadczeniami, rozs�dne by�oby z nim porozmawia�, nie mia�em jednak ochoty na s�uchanie g�osu rozs�dku. Sprawdzi�em, �e nic nie znalaz� i m�g� si� pochwali� jedynie niewielk� premi�. Nie poszed�em wi�c do niego.
    Tak naprawd� to niewiele w og�le robi�em. Wtoczy�em si� po okolicy.
    Gateway nie jest najciekawszym miejscem we Wszech�wiecie, ale mimo to znajdowa�em sobie jakie� zaj�cia. W ka�dym razie by�a lepsza od kopalni �ywno�ci. Mijaj�ce godziny nieuchronnie przybli�a�y mnie do chwili, kiedy nadejdzie raport ksenotechnika, stara�em si� jednak o tym nie my�le�. Pi�em drinka za drinkiem w B��kitnym Piekie�ku zawieraj�c znajomo�ci z przygodnymi turystami, z lud�mi z kr��ownik�w, z tymi, kt�rzy wr�cili z wypraw, jak i z nieopierze�cami przebywaj�cymi na Gateway z przeludnionych planet. Rozgl�da�em si� -jak mi si� wydaje - za jak�� now� Klar�. Nikt taki si� jednak nie pojawi�.
    Jeszcze raz przeczyta�em listy, kt�re napisa�em do niej podczas podr�y z Gateway-2, po czym podar�em je. Drog� radiow� przes�a�em jej natomiast kr�tkie przeprosiny i zapewnienia o moim uczuciu. Ale nie zasta�y Klary na Wenus! Zapomnia�em ju� bowiem, jak d�ugo ci�gnie si� orbita Hohmanna. Stacja lokacyjna bez trudu zidentyfikowa�a statek, kt�rym opu�ci�a Gateway, by� to prawotorowy orbiter stale wchodz�cy w kontakt z liniowcami kursuj�cymi pomi�dzy planetami w p�aszczy�nie ekliptyki. Zgodnie z zapisem, jej statek napotka� w um�wionym miejscu frachtowiec z Marsa, a nast�pnie luksusowy liniowiec wenusja�ski ze sztucznym ci��eniem na pok�adzie, prawdopodobnie przesiad�a si� na jeden z nich, nie wiedzieli tylko, na kt�ry - a �aden w przeci�gu miesi�ca czy nawet d�u�ej nie dotrze do swego miejsca przeznaczenia.
    Pos�a�em wi�c na oba statki kopie mego radiotelegramu, ale nie otrzyma�em �adnej odpowiedzi.
    Dziewczyna, z kt�r� zapozna�em si� najbli�ej, by�a podoficerem na brazylijskim kr��owniku. Przyprowadzi� j� Francy Hereira. - Moja kuzynka -


OG�OSZENIA DROBNE



    CZY S� na Gateway osoby m�wi�ce po angielsku i zarazem niepal�ce? Mamy dla nich wolne miejsce w za�odze. Nie chcemy skraca� sobie �ycia i uszczupla� zapas�w powietrza. Palacze, trujcie si� sami. 88-775.
    DOMAGAMY SI� udzia�u poszukiwaczy w Radzie Korporacji! Jutro o 13.00 odb�dzie si� wi�c na Poziomie Laleczka, na kt�ry zapraszamy wszystkich.
    WYBORU LOTU dokonasz poznaj�c swoje sny. 32-stronicowy poradnik za jedyne 10 dol. powie ci, jak to zrobi�. Konsultacje 25 dol. 88-139.




    powiedzia� zapoznaj�c nas. - Musisz wiedzie�, Bob - wyja�ni� mi p�niej na osobno�ci - �e nie przejawiam rodzinnych uczu� do swych kuzynek. - Wszystkie za�ogi od czasu do czasu dostaj� przepustki na Gateway i chocia�, jak ju� m�wi�em, Gateway to nie Waikiki czy Cannes, bez por�wnania jest lepsza od okr�tu wojennego. Susie Hereira by�a bardzo m�oda. Powiedzia�a, �e ma dziewi�tna�cie lat, musia�a mie� co najmniej siedemna�cie, by s�u�y� we flocie brazylijskiej, ale nie wygl�da�a na tyle. Nie m�wi�a za dobrze po angielsku, j�zyk jednak nie by� a� tak niezb�dny, by razem popija� drinki w B��kitnym Piekie�ku, a kiedy znale�li�my si� w ��ku odkryli�my, �e cho� nie porozumiewamy si� zbyt cz�sto w sensie werbalnym, nasze cia�a znakomicie si� ze sob� dogaduj�.
    Susie sp�dza�a jednak�e na Gateway tylko jeden dzie� w tygodniu, pozostawa�o wi�c mn�stwo czasu, z kt�rym trzeba by�o co� zrobi�.
    Pr�bowa�em wszystkiego: zaj�� terapeutycznych, pieszczot grupowych, lekcji mi�o�ci i nienawi�ci. A tak�e wyk�ad�w staruszka Hegrameta o Heechach. Czy te� pogadanek z astrofizyki ukierunkowanych na zdobycie premii naukowych. Zr�cznie rozk�adaj�c czas uda�o mi si� wype�ni� go w ca�o�ci, wi�c decyzj� ci�gle odk�ada�em na p�niej.
    Nie chcia�bym jednak powiedzie�, �e mia�em jakie� konkretne plany. Przeciwnie, �y�em z dnia na dzie�, a ka�dy z nich by� do ko�ca wype�niony.
    W czwartki odwiedzali mnie Susie i Francy Hereira, i ca�� tr�jk� wybierali�my si� na lunch do B��kitnego Piekie�ka. P�niej Francy od��cza� si�, podrywa� jak�� dziewczyn� czy p�ywa� w Wielkim Jeziorze. My za� z Susie wycofywali�my si� do mojego pokoju i zapasu trawki, by pop�ywa� sobie w ciep�ych falach mojego ��ka. Po kolacji te� co� si� dzia�o. W czwartki wieczorem odbywa�y si� wyk�ady z astrofizyki: s�uchali�my o diagramach Hertzsprung-Russella, czerwonych gigantach i kar�ach, gwiazdach neutronowych lub czarnych dziurach. Profesor by� starym t�ustym satyrem z jakiego� niezbyt wa�nego uniwersytetu ko�o Smole�ska, ale mimo wszystkich jego �wi�skich dowcip�w, z tego co opowiada� przebija�a poezja i pi�kno. M�wi� o starych gwiazdach, kt�re da�y pocz�tek ca�emu �yciu rozsiewaj�c w Kosmosie krzemiany i w�glany magnezu: z nich powsta�y nasze planety, a tak�e w�glowodory, z kt�rych z kolei powstali�my my. Opowiada� o gwiazdach neutronowych tworz�cych wok� siebie d� grawitacyjny, wiedzieli�my o tym, poniewa� dwa statki wchodz�c zbyt blisko w normaln� przestrze� obok jednego z tych superg�stych kar��w zgin�y zgniecione na miazg�. M�wi� o czarnych dziurach, czyli resztkach gwiazd, kt�re dzisiaj poznajemy jedynie po tym, �e poch�aniaj� wszystko, co jest w pobli�u - nawet �wiat�o, nie tyle tworz� �w d� grawitacyjny, co otulaj� si� nim jak kocem. Opisywa� nam gwiazdy rozrzedzone jak powietrze: ogromne chmury �arz�cego si� gazu, a tak�e protogwiazdy z Mg�awicy Oriona skupiaj�ce si� teraz w rzadkie k��by ciep�ego gazu, kt�re - by� mo�e za milion lat - stan� si� s�o�cami. Jego wyk�ady by�y bardzo popularne, ucz�szcza�y na nie nawet takie stare wygi jak Shicky i Dane Miecznik�w. S�uchaj�c profesora czu�em, jak cudowny i pi�kny jest wszech�wiat - zbyt ogromny i wspania�y, by przera�a�. Dopiero p�niej zacz��em zestawia� owe radioaktywne bagna i k��by rozrzedzonego gazu z moj� osob� - kruchym, wyl�knionym, wra�liwym na b�l stworzeniem, jakim by�o cia�o, kt�re zamieszkiwa�em. A gdy my�la�em, by wyruszy� do tych odleg�ych olbrzym�w... serce kurczy�o mi si� ze strachu.
    Po jednym z tych spotka� po�egna�em si� z Susie i Francy, usiad�em w alkowie ko�o sali wyk�adowej na wp� ukryty w bluszczu i zapali�em skr�ta. Znalaz� mnie tam Shicky, kt�ry machaj�c skrzyd�ami zatrzyma� si� na wprost mnie. - Szuka�em ciebie - powiedzia� i urwa�.
    Trawka w�a�nie zaczyna�a dzia�a�. - Ca�kiem interesuj�cy wyk�ad - rzek�em nieobecny duchem szukaj�c jednocze�nie uczucia, kt�rego oczekiwa�em od skr�ta, i niezbyt zainteresowany obecno�ci� Shicky'ego.
    - Opu�ci�e� najciekawsz� cz�� - powiedzia�.



Kochany Tato, Mamo, Mariso i Pico-Joso!


    Przeka�cie ojcu Susie, �e Susie ma si� dobrze i �e jej prze�o�eni s� z niej zadowoleni. Sami zdecydujecie, czy powiecie mu r�wnie� o tym, �e ostatnio cz�sto widuje si� z Robertem Brodeheadem. Jest to porz�dny facet, ale jak dot�d, nie mia� zbyt wiele szcz�cia. Susie poprosi�a o urlop by wyruszy� na wypraw� i je�li kapitan si� zgodzi, prawdopodobnie poleci z Broadheartem. Wszyscy jednak m�wimy o tym, �e chcemy wyrusza�, ale rzadko to robimy, jak wiecie, wi�c mo�e nie nale�y si� tym niepokoi�.
    Musz� ju� ko�czy�. Za chwil� cumujemy i zaczynam moj� 48-godzinn� przepustk� na Gateway.


    Ca�uj� was mocno.

    Francesito




    Przysz�o mi na my�l, �e wygl�da� zar�wno na przera�onego, jak i pe�nego nadziei, co� wi�c musia�o mu chodzi� po g�owie. Poda�em mu skr�ta, pokr�ci� jednak g�ow�. - Wydaje mi si� - zauwa�y� - �e szykuje si� co� ciekawego.
    - Powa�nie?
    - No pewnie, �e powa�nie! Co�, co naprawd� jest warte zachodu. I to wkr�tce.
    Nie by�em na to przygotowany. Chcia�em jeszcze pali�, dop�ki nie opadnie ze mnie dreszczyk wywo�any wyk�adem, tak by m�c potem powr�ci� do bezmy�lnego zabijania czasu. Ostatnie, o czym chcia�bym us�ysze�, to jaka� nowa wyprawa, na kt�r� moje sumienie kaza�oby mi si� zapisa�, a m�j strach skaza�by j� na niepowodzenie.
    Shicky uchwyci� si� p�ki z bluszczem, wspar� si� o ni� i spojrza� na mnie zaciekawiony. - Bob, przyjacielu - powiedzia� - czy pomo�esz mi, je�li znajd� co� dla ciebie?
    - Jak mam ci pom�c?
    - We� mnie ze sob� - krzykn��. - Wprawdzie �aden ze mnie po�ytek w �adowniku, ale poza tym mog� robi� wszystko. A w tym locie nie ma to - jak s�dz� - i tak wi�kszego znaczenia. Premie s� dla wszystkich, nawet dla tych, kt�rzy zostan� na orbicie.
    - O czym ty m�wisz? - Trawka dzia�a�a coraz silniej. Poczu�em ciep�o pod kolanami, a wszystko wok� mnie pokry�a zacieraj�ca kontury delikatna mgie�ka.
    - Miecznik�w rozmawia� z wyk�adowc� - powiedzia� Shicky. - Z tego, co m�wi� wnosz�, �e wie co� o jakiej� nowej wyprawie. Tylko, �e oni rozmawiali po rosyjsku i nie za dobrze rozumia�em. Ale to ta misja, na kt�r� czeka�.
    - Jego ostatnia wyprawa - zauwa�y�em rozs�dnie - nie by�a zbyt owocna.
    - Tym razem to co innego!
    - Nie wydaje mi si�, �e Miecznik�w dopu�ci�by mnie do czego� naprawd� dobrego.
    - Oczywi�cie, �e nie, je�eli go o to nie poprosisz.
    - Do diab�a - wymamrota�em. - Niech ci b�dzie. Porozmawiam z nim. Shicky rozpromieni� si�. - A wtedy we�miesz mnie ze sob�, co? Wygasi�em wypalonego mniej ni� do po�owy skr�ta. Czu�em, �e musz� pozbiera� do kupy resztki my�li.
    - Zrobi�, co b�d� m�g� - powiedzia�em i skierowa�em si� ku sali wyk�adowej, w�a�nie kiedy Miecznik�w z niej wychodzi�.
    Nie rozmawiali�my ze sob� od jego powrotu. Wygl�da� jak zawsze masywnie, a baczki mia� starannie przystrzy�one. - Cze��, Broadhead - rzuci� podejrzliwie.
    - S�ysza�em, �e masz w zanadrzu co� dobrego - przyst�pi�em od razu do rzeczy. - Czy mog� polecie� z tob�?
    - Nie - on tak�e nie marnowa� s��w. Spojrza� na mnie z nieukrywan� niech�ci�. Nigdy nie oczekiwa�em po nim czego� innego, ale by�em tak�e ca�kiem pewien, �e cz�ciowo zachowywa� si� tak, bo s�ysza� o tym, co zasz�o mi�dzy mn� i Klar�.
    - Ale lecisz? Co to jest? Jedynka? - nie dawa�em za wygran�. Pog�adzi� si� po baczkach. - Nie - odpowiedzia� nieprzychylnie. - Dwie Pi�tki.
    - Dwie Pi�tki?
    Przez moment przygl�da� mi si� podejrzliwie, a potem prawie si� u�miechn��. Nie lubi�em tego jego u�miechu, zawsze zastanawia�o, co si� za nim kryje.
    - No dobra - rzek�. - Je�li o mnie chodzi, to mo�esz sobie lecie�, i tak nie ja podejmuj� decyzj�. Musisz poprosi� Emm�. Jutro rano robi odpraw�, mo�e ci pozwoli. To wyprawa naukowa z premi� minimum miliona dolar�w. A poza tym ma co� wsp�lnego z tob�.
    - Ze mn�? - By�o to co� nieoczekiwanego. - W jaki spos�b?
    - Zapytaj si� Emmy - powiedzia� wymijaj�c mnie.
    W pokoju odprawowym zebra�o si� kilkudziesi�ciu poszukiwaczy, z kt�rych wi�kszo�� zna�em: Sess Forehand, Miecznik�w i kilkoro innych, z jednymi popija�em, z innymi chodzi�em do ��ka. Emmy jeszcze nie by�o, uda�o mi si� jednak j� dopa��, kiedy wchodzi�a.
    - Chcia�bym za�apa� si� na ten lot - powiedzia�em. Wydawa�a si� zaskoczona. - Naprawd�? My�la�am, �e... - przerwa�a nie ko�cz�c.
    - Mam takie same prawo jak Miecznik�w! - krzykn��em.
    - Nie masz jednak, do cholery, tak dobrej opinii, jak on. - Przyjrza�a mi si� uwa�nie. - Powiem ci co�, Broadhead - ci�gn�a dalej. - To jest specjalna wyprawa i cz�ciowo jeste� za ni� odpowiedzialny. B��d, kt�ry pope�ni�e�, naprowadzi� nas na interesuj�cy �lad. Oczywi�cie, nie mam na my�li zniszczenia statku; to by�a g�upota z twojej strony i je�li istnieje jaka� sprawiedliwo�� w tym wszech�wiecie, zap�acisz za to. Czasami jednak �lepy traf podsuwa najlepsze pomys�y.
    - Dotar� do ciebie raport z Gateway-2 - spr�bowa�em zgadn��. Pokr�ci�a g�ow�. - Jeszcze nie. Ale to niewa�ne. Tak jak to si� zwykle robi, program twojego lotu wrzucili�my do komputera i otrzymali�my interesuj�cy wynik. Ten kurs, kt�ry zawi�d� ci� na Gateway-2... - A, cholera - przerwa�a. - Wejd� do �rodka. Mo�esz przecie� sobie posiedzie� podczas odprawy. Wtedy wszystko zrozumiesz, no a potem zobaczymy.
    Wzi�a mnie pod rami� i popchn�a do sali, w kt�rej kiedy� odbywa�y si� moje zaj�cia. Kiedy to by�o? Jakby milion lat temu. Usiad�em mi�dzy Sessem i Shickym i czeka�em na to, co mia�a nam do powiedzenia.
    - Wi�kszo�� z was - zacz�a - zosta�a tu zaproszona, poza nielicznymi wyj�tkami. Jednym z nich jest nasz znakomity kolega, Robinette Broadhead. Uda�o mu si� - jak wszyscy wiemy - zniszczy� statek w pobli�u Gateway-2. Zgodnie z prawem powinni�my poci�gn�� go do odpowiedzialno�ci. Okaza�o si� jednak, �e zd��y� przedtem odkry� przez przypadek kilka interesuj�cych fakt�w. Kolory jego kursu r�ni�y si� od znanego nam uk�adu dla lotu na Gateway-2 i kiedy komputer por�wna� je, otrzymali�my ca�kiem now� koncepcj� selekcji kurs�w. Wygl�da na to, �e tylko pi�� ustawie� odnosi si� do celu wyprawy, te, kt�re zwykle prowadz� na Dw�jk� i kt�re wybra� Broadhead. Co oznaczaj� inne ustawienia, jeszcze nie wiemy. Ale mamy zamiar to wyja�ni�.
    Odchyli�a si� do ty�u i za�o�y�a r�ce. - To wyprawa wielozadaniowa - powiedzia�a. - Co� zupe�nie nowego. Na pocz�tek mamy zamiar wys�a� dwa statki w tym samym kierunku.
    Sess Forehand podni�s� r�k�. - Ale po co?
    - Chocia�by po to, by sprawdzi�, czy rzeczywi�cie dotr� do tego samego miejsca przeznaczenia. Chcemy w nieznaczny spos�b zmieni� ustawienie, kt�re - jak si� nam wydaje - nie s� istotne dla zasadniczego celu wyprawy. Planujemy te�, �e statki wystartuj� w odst�pie trzydziestu sekund. O ile mamy s�uszno��, po dotarciu na miejscu oba znajd� si� od siebie w odleg�o�ci r�wnej drodze, jak� pokonuje Gateway w ci�gu p� minuty.
    Forehand zmarszczy� czo�o. - Wzgl�dem czego?
    - S�uszne pytanie - zauwa�y�a Emma. - S�dzimy, �e wzgl�dem S�o�ca. Ruchu gwiezdnego wzgl�dem galaktyki nie musimy chyba bra� pod uwag�. Przynajmniej zak�adaj�c, �e cel wyprawy znajdzie si� gdzie� wewn�trz galaktyki i nie a� tak daleko, by ruch galaktyczny posiada� zasadniczo inny wektor. To znaczy, je�liby�cie pojawili si� po przeciwnej stronie, pr�dko�� wynios�aby wtedy siedemdziesi�t kilometr�w na sekund� wzgl�dem �rodka galaktyki. Nie o to jednak chodzi. Spodziewamy si� jedynie stosunkowo niewielkiej r�nicy w pr�dko�ci i kierunku oraz... w ka�dym b�d� razie, wasze statki powinny wyj�� z nad�wietlnej w odleg�o�ci od dw�ch do dwustu kilometr�w od siebie.
    Oczywi�cie - kontynuowa�a u�miechaj�c si� weso�o - to tylko teoria. Niewykluczone, i� ruchy wzgl�dne nie maj� �adnego znaczenia. W tym przypadku grozi wam jedynie zderzenie. Jeste�my jednak prawie pewni, �e wyst�pi przesuni�cie, cho�by niewielkie. Od kolizji ratuje was ju� pi�tna�cie metr�w, czyli d�ugo�� Pi�tki.
    - A ile to jest - "prawie pewno��" - zapyta�a jedna z dziewcz�t.
    - Hm - zastanowi�a si� Emma. - W granicach rozs�dku. Sk�d mo�emy wiedzie�, dop�ki tego nie sprawdzimy?
    - Wygl�da to niebezpiecznie - stwierdzi� Sess. Nie wydawa� si� jednak tym przestraszony. Wyrazi� jedynie sw� opini�. Tu r�nili�my si� mi�dzy sob�, ja stara�em si� zag�uszy� sw�j strach pr�buj�c si� skoncentrowa� jedynie na technicznej stronie wyprawy.
    Emma wygl�da�a na zaskoczon�. - To ci si� wydaje niebezpieczne? O prawdziwym niebezpiecze�stwie jeszcze b�dzie mowa. Kursu tego nie przyjmuj� �adne Jedynki, wi�kszo�� Tr�jek, a nawet niekt�re Pi�tki.
    - Dlaczego? - zapyta� kto�.
    - W�a�nie to macie odkry� - wyja�ni�a cierpliwie. - Ten lot komputer wybra� jako najlepszy do wypr�bowania korelacji mi�dzy ustawieniami kurs�w. Lecicie opancerzonymi Pi�tkami, z kt�rych obie zaprogramowa� mo�na na ten sam cel. A wi�c wed�ug Heech�w macie niez�e szans�.
    - Heechowie �yli dawno temu - zaoponowa�em.
    - Oczywi�cie. Nigdy nie m�wi�am inaczej. Jest to niebezpieczna wyprawa, przynajmniej do pewnego stopnia. Dlatego p�acimy milion.
    Przerwa�a przygl�daj�c si� nam z powag�. - Co przez to rozumiesz? - zaryzykowa� kto�.
    - Premi� w wysoko�ci miliona dolar�w, kt�r� ka�dy z was otrzyma po powrocie - powiedzia�a. - Przeznaczono na ten cel dziesi�� milion�w z funduszu Korporacji. Dzielone r�wno. Oczywi�cie s� du�e szans�, �e b�dzie tego jeszcze wi�cej. Je�li znajdziecie co� warto�ciowego, p�acimy normalnie. Ponadto wed�ug komputera macie niez�e szans�.
    - Dlaczego to jest warte dziesi�� milion�w? - zapyta�em.
    - Nie ja podejmuj� decyzje - odpowiedzia�a cierpliwie. A potem spojrza�a



UWAGI O SYGNATACH



    Dr. Asmenion; Kiedy poszukujemy �lad�w �ycia na jakiej� planecie, nie oczekujemy wielkiego transparentu - "Tu mieszkaj� Obcy", Szukamy sygna� wskazuj�cych, �e co� si� na tej planecie znajduje. Podobnie kiedy sygnujesz czek, dajesz kasjerowi do zrozumienia, �e chcesz go zrealizowa�. Wi�c wyp�aca ci pieni�dze, ale oczywi�cie ciebie to nie dotyczy, Bob.
    Pytanie: Nie lubi� nauczyciell, kt�rzy pieprza g�upoty.
    Dr Asmenion: To tylko �art, Bob, Metan to jedna z podstawowych sygna�. Wskazuje na przyk�ad na obecno�� ssak�w ciep�okrwistych - lub ich odpowiednik�w,
    Pytanie; Czy metan nie jest wynikiem gnicia ro�linno�ci?
    Dr Asmenion: Owszem, ale w g��wnej mierze tworzy si� w jelitach du�ych prze�uwaczy. Wi�kszo�� metanu w atmosferze Ziemi wytwarzaj� pierdzace krowy.




    na mnie ju� jak na konkretn� osob�, a nie bezimiennego cz�onka grupy i doda�a: - Nawiasem m�wi�c, Broadhead, anulujemy koszt zniszczonego przez ciebie statku. Tak wi�c to co zarobisz, b�dzie twoje. Milion dolar�w! To okr�g�a sumka. Mo�esz wr�ci� do domu, za�o�y� jaki� interes i spokojnie z niego �y�.
    Spojrzeli�my po sobie. Emma siedzia�a u�miechaj�c si� �agodnie i czekaj�c. Nie wiem, o czym my�leli inni. Ja pami�ta�em jedynie Gateway-2 i pierwsz� podr�, kiedy to z oczyma wlepionymi w instrumenty wypatrywa�em czego�, czego nie by�o. Przypuszczam, �e pozostali wspominali jakie� w�asne niepowodzenia.
    - Start - powiedzia�a w ko�cu - nast�pi pojutrze. Ch�tni niech zg�osz� si� do mego biura.
    Zgodzili si� na mnie. Shicky'ego natomiast odrzucili. Ale nie by�o to takie proste, takie sprawy nigdy nie s� proste. To ja przyczyni�em si� do tego, �e Shicky mia� nie polecie�. Pierwsz� za�og� zebrano bardzo szybko: Sess Forehand, dwie dziewczyny z Sierra Leone i jaka� para z Francji - wszyscy odpowiednio sprawdzeni, m�wi�cy po angielsku i po kilku wyprawach. Na drug� Miecznik�w zg�osi� si� jako kapitan - r�wnie� od razu. Zacz�� kompletowa� za�og� od pary peda��w - Danny A. i Danny R. Potem, cho� niech�tnie, zgodzi� si� na mnie. Zosta�o wi�c jedno wolne miejsce.
    - Mo�emy zabra� twojego przyjaciela Bakina - powiedzia�a Emma. - Chyba, �e wolisz kogo� innego?
    - A kogo?
    - Mamy podanie - wyja�ni�a - od podoficera na brazylijskim kr��owniku, Susan Hereiry. Przyznano jej urlop na t� wypraw�.
    - Susie! Nie wiedzia�em, �e si� zg�osi�a.
    Emma z zadum� spojrza�a na kart� perforacyjn�. - Ma wysokie kwalifikacje - zauwa�y�a. - A tak�e wszystkie cz�ci cia�a. Chodzi mi - doda�a s�odkim g�osem - oczywi�cie o jej nogi, cho� rozumiem, �e ciebie interesuj� r�wnie� i inne jej organy. A mo�e chcia�by� wyruszy� na t� wypraw� w roli peda�a?
    Poczu�em wzbieraj�cy we mnie �lepy gniew. Nie jestem zbyt ortodoksyjny w sprawach seksu i nie przera�a�a mnie my�l o fizycznym kontakcie z m�czyzn�. Ale - z Danen'em Miecznikowem? Czy te� z jednym z jego kochank�w?
    - Hereira mo�e by� tutaj jutro - stwierdzi�a Emma. - Kr��ownik brazylijski zacumuje tu� po dotarciu orbitera.
    - Dlaczego mnie o to pytacie, do cholery! - warkn��em. - Miecznik�w jest szefem.
    - Woli t� decyzj� zostawi� tobie. Wybieraj wi�c.
    - Wszystko mi jedno! - wrzasn��em i wyszed�em z pokoju. Nie ma jednak czego� takiego jak uchylanie si� od decyzji. Gdybym nic nie zrobi�, samo w sobie zadecydowa�oby to o wycofaniu Shicky'ego z za�ogi. Gdybym stara� si� o niego, wzi�liby go na pewno, bez tego ich wyb�r pad� oczywi�cie na Susie.
    Przez nast�pny dzie� unika�em Shicky'ego. W B��kitnym Piekie�ku poderwa�em jak�� nowicjuszk�, prosto po kursie, i sp�dzi�em u niej noc. Nawet nie wr�ci�em do siebie, �eby si� przebra�. Pozby�em si� wszystkiego i sprawi�em sobie nowy ekwipunek. Doskonale orientowa�em si�, gdzie Shicky mo�e mnie szuka� - w Piekie�ku, w Parku, w Muzeum, trzyma�em si� wi�c z dala od tych miejsc. Do p�nego wieczoru wtoczy�em si� bez celu po�r�d wyludnionych tuneli nie napotykaj�c na nikogo.
    P�niej wzi��em si� na odwag� i poszed�em na nasze po�egnalne przyj�cie. B�dzie tam prawdopodobnie i Shicky, ale te� i mn�stwo innych ludzi.
    Rzeczywi�cie by�. Tak jak Louise Forehand, kt�ra stanowi�a centrum zainteresowania. A ja nie wiedzia�em nawet, �e wr�ci�a.



    Drogi g�osie Gateway,

    W zesz�y miesi�cu wyda�em 58,50 funt�w z moich ci�ko zarobionych pieni�dzy, by zabra� swoj� �on� i syna na "wyk�ad" g�oszony przez jednego z tych waszych "bohater�w", kt�ry "zaszczyci�" sw� wizyt� Liverpool (za co oczywi�cie p�acili ludzie tacy jak ja). Nie przeszkadza�o mi nawet tak bardzo, �e nie by� zbyt dobrym m�wc�. Wkurzy�o mi nawet tak bardzo, co powiedzia�. Twierdzi� mianowicie, �e my biedni Ziemianie nie mamy poj�cia, jak ci�kie jest Wasze �ycie - szlachetnych ryzykant�w.
    No wi�c, dzisiaj rano pobra�em z konta ostatnie pieni�dz�, �eby kupi� dla �ony nowy p�at p�ucny (to oczywi�cie azbestoza melanomiana CV/E). Za tydzie� musz� op�aci� szko�� swojego ch�opaka i nie mam poj�cia, sk�d na to wezm� fors�. A dzisiaj, sp�dziwszy cztery godziny rano oczekuj�c w dokach na jaki� prze�adunek (kt�rego zreszt� nie by�o), dowiedzia�em si�, �e brygadzista mnie zwolni�, co znaczy, �e jutro nawet nie mam tam po co czeka�. A mo�e kt�ry� z waszych bohater�w mia�by ochot� na jakie� tanie cz�ci zamienne? Sprzedaj� wszystko: nerki, w�trob�, wszystko. Organy s� w bardzo dobrym stanie, cho� rzecz jasna przepracowa�y 19 lat w dokach. W zdecydowanie gorszym stanie s� moje gruczo�y �zowe, bo zbyt wiele wyla�em �ez nad waszym ci�kim losem.

    H. Delacross

    M�j adres:

    "Wavetos"
    Pok�j B bis 17, Pi�tro 41
    Mersyside L77PR 14JE6





    Zobaczywszy mnie skin�a. - Zarobi�am kup� forsy. Napij si�. Bob, ja stawiam.
    Pozwoli�em, by kto� w�o�y� mi kieliszek w r�k� i skr�ta w drug�, i zanim si� zaci�gn��em, uda�o mi si� spyta�, co takiego znalaz�a.
    - Bro�! Wspania�� bro� Heech�w. Setki sztuk. Sess m�wi, �e b�dzie za to przynajmniej pi�� milion�w. Plus procenty... je�eli oczywi�cie komu� uda si� j� skopiowa�.
    Wypu�ci�em dym i resztki smaku zabi�em �ykiem "Bia�ej B�yskawicy". - Co to za bro�?
    - Przypomina koparki tunelowe, ale jest przeno�na. Mo�e przebi� ka�d� pow�ok�. Podczas l�dowania zgin�a Sara alla Fanta - jedno z tych urz�dze� przedziurawi�o jej skafander. Dzia�k� Sary podziel� si� wi�c z Timem, b�dzie wi�c tego dwa i p� miliona na g�ow�.
    - Moje gratulacje - powiedzia�em. - Wprawdzie wydaje mi si�, �e nowe sposoby zabijania s� chyba ostatni� rzecz�, jak� ludzko�� potrzebuje, tym niemniej jednak - gratuluj�. - Osi�gn��em postaw� moralnej wy�szo�ci, kt�rej w�a�nie potrzebowa�em. Za mn�, zawieszony w powietrzu, znajdowa� si� Shicky i przypatrywa� mi si�.
    - Chcesz poci�gn��? - zaproponowa�em skr�ta. Pokr�ci� g�ow�.
    - Shicky - powiedzia�em - to nie ode mnie zale�a�o. M�wi�em im, to znaczy... nie m�wi�em im, �eby ciebie nie wzi�li.
    - A czy m�wi�e�, �eby wzi�li?
    - To nie ode mnie zale�a�o - powt�rzy�em. - Pos�uchaj - zauwa�y�em nagle wyj�cie z tej ca�ej sytuacji. - Poniewa� Louise si� uda�o, Sess prawdopodobnie nie poleci. Mo�esz przecie� wej�� na jego miejsce.
    Cofn�� si� patrz�c na mnie bacznie, zmieni� si� tylko wyraz jego twarzy. - To ty nic nie wiesz? - zapyta�. - Sess rzeczywi�cie odwo�a� sw�j udzia�, ale jego miejsce jest ju� zaj�te.
    - Przez kogo?
    - Przez kogo�, kto w�a�nie stoi za tob� - powiedzia�. Odwr�ci�em si�, a ona sta�a za mn� trzymaj�c kieliszek w d�oni i przygl�daj�c mi si� z wyrazem twarzy, kt�rego nie mog�em odczyta�.
    - Cze��, Bob! - powiedzia�a Klara.
    Do przyj�cia przygotowa�em si� odpowiednio wcze�niej wypiwszy dostateczn� ilo�� drink�w w kantynie, by�em ju� w dziewi��dziesi�ciu procentach pijany, a w dziesi�ciu skuty. Jednak kiedy patrzy�em na ni�, wszystko



RAPORT LOTU



    Pojazd 3-184. Wyprawa 019D140. Za�oga S. Kotsis, A. McCarthy, K. Metsuoko.
    Czas przelotu: 615 dni 9 godzin. Brak raportu za�ogi z miejsca przeznaczenia. Sferyczny zapis skanera niezrozumia�y. Nie uda�o si� zidentyfikowa� �adnych jego element�w.
    Brak resume.
    Zapis z dziennika wyprawy: "To 281 dzie� lotu. Metsuoko wyci�gn�� pusty los i pope�ni� samob�jstwo. 40 dni p�niej decyzj� tak� sam� podj�a Alicia. Wszystko na darmo, bo nie nast�pi� jeszcze obr�t. Racje, kt�re pozosta�y, nie wystarcz� mi, nawet je�li wlicz� w to cia�a Alicji i Kenny'ego, kt�re nadal spoczywaj� nietkni�te w zamra�alniku. Przestawiam wi�c pojazd na kontrol� automatyczn� i po�ykam pigu�k�. Pozostawili�my listy, kt�re prosimy przekaza� odpowiednim adresatom, o ile oczywi�cie ten cholerny statek kiedykolwiek powr�ci".
    Program Lot�w wysun�� sugesti�, �e Pi�tka z podw�jn� racj� �ywno�ci i jednoosobow� za�og� mog�aby wykona� to zadanie i szcz�liwie powr�ci�. Propozycja w��czona do programu realizowanego w dalszej kolejno�ci, gdy� brak istotnych korzy�ci, kt�re by z niej wynika�y.




    wyparowa�o ze mnie natychmiast. Postawi�em kieliszek, da�em komu� skr�ta, wzi��em Klar� za r�k� i wyprowadzi�em z pokoju.
    - Czy dosta�a� moje listy? - zapyta�em.
    Wygl�da�a na zaskoczon�. - Listy? - potrz�sn�a g�ow�. - Pewnie je wys�a�e� na Wenus. Nie dotar�am tam. Po drodze spotka�am statek kursuj�cy po ekliptyce i zmieni�am plany. Wr�ci�am na orbiterze.
    - Och, Klaro!
    - Och, Bob! - przedrze�nia�a mnie u�miechaj�c si� szeroko. Jej u�miech nie by� jednak a� tak mi�ym obrazem, poniewa� wida� by�o, �e brak jej jednego z�ba, tego, kt�ry wybi�em. - C� wi�c mamy sobie do powiedzenia?
    Obj��em j� - ... �e ci� kocham, �e jest mi strasznie przykro, a tak�e �e chcia�bym ci to jako� wynagrodzi�. Pragn� �eby�my si� pobrali, mieszkali razem, mieli dzieci...
    - O Jezu, Bob! - westchn�a odpychaj�c mnie, do�� zreszt� delikatnie. - Jak ju� zaczniesz m�wi�, to usta ci si� nie zamykaj�. Wstrzymaj si� z tym na moment. Nie uciekn�.
    - Nie widzieli�my si� tyle czasu!
    - Nie gadaj g�upstw - za�mia�a si�. - Nie jest to najlepszy dzie� dla Strzelc�w na podejmowanie decyzji, zw�aszcza w sprawach mi�o�ci. Pogadamy o tym kiedy indziej.
    - Znowu te brednie! Nie wierz� w to zupe�nie!
    - Ale ja wierz�.
    - Poczekaj. - Nagle sp�yn�o na mnie ol�nienie. - Na pewno uda mi si� zamieni� z kim� z pierwszego statku. A mo�e Susie zamieni�aby si� z tob�?
    - Nie s�dz�, �eby mia�a na to ochot� - pokr�ci�a g�ow� nie przestaj�c si� u�miecha�. - A poza tym s� i tak wystarczaj�co niezadowoleni, �e zast�pi�am Sessa. Nigdy nie zgodz� si� na kolejn� podmian� w ostatniej chwili.
    - Nic mnie to nie obchodzi!
    - Bob - powiedzia�a - nie pop�dzaj mnie. Du�o o nas my�la�am. S�dz�, �e mi�dzy nami jest co�, nad czym warto popracowa�. Nie wszystko jednak jest ju� dla mnie jasne. Nie chcia�abym tego pogania�.
    - Ale� Klaro...
    - Zostawmy to tak, jak jest. Polec� pierwszym statkiem, ty drugim. Kiedy dotrzemy tam, dok�d mamy dolecie�, b�dziemy mogli pogada�. Mo�e nawet uda nam si� razem wr�ci�. A tymczasem oboje zastan�wmy si�, czego tak naprawd� chcemy.
    - Ale�, Klaro... - by�y to jedyne s�owa, kt�re przychodzi�y mi na my�l, i jakie w k�ko powtarza�em.
    Poca�owa�a mnie i odepchn�a. - Bob - powiedzia�a - nie �piesz si� tak. Mamy przed sob� mn�stwo czasu.



Strona g��wna     Indeks